Football Camp 2k19

Dzień dziewiąty

To już jest koniec, nie ma już nic…

Na szczęście mamy siebie! A to już jest coś. Dzisiaj w ramach naszego obozu głównym celem był wyjazd na stadion. Rano szybko pałaszujemy śniadanie i ruszamy do Wiednia. Droga mija szybko i chwilę po 10 meldujemy się na Allianz Stadion. Arena Rapidu Wiedeń wybudowana w stylu angielskim jest obiektem mogącym pomieścić ponad 28 tys. osób. Ksiądz Krzysztof z pełnym zaangażowaniem poprowadził dla nas treningi mentalne i oprowadził Nas po stadionie. Najpierw zdjęcie przed stadionem, później szybki podział na drużyny i do dzieła. Pierwsze zadanie już w strefie dla mediów. Próba naszej gry zespołowej, która zakończyła się fiaskiem. Jeszcze w tym elemencie dużo nam brakuje. Następnie witamy się z murawą stadionu i mamy możliwość usiąść na ławce Rapidu. Boisko z tej perspektywy wygląda niesamowicie! A wiecie co było później? Weszliśmy do szatni zawodników klubu. To dopiero wywarło na Nas ogromne wrażenie. Mogliśmy zobaczyć jak wygląda przejście piłkarza prosto z szatni na boisko. Nie często się to zdarza. Później przeszliśmy do sali konferencyjnej i kolejne zadanie przed Nami. Profesjonalne podejście do drugiej osoby, czy rozmówcy i odpowiednie przywitanie się. Jednak na tym nie poprzestajemy. Przed Nami ćwiczenie poprawiające wyobraźnię. Niektórzy śpiewająco zdali ten test, a ich wyobraźnia ma się dobrze. Po wielu zadaniach trochę już zgłodnieliśmy, więc przyszedł czas na obiad, a ten spożywamy w restauracji Rekordmeister na stadionie. Mogliśmy się faktycznie poczuć częścią tego klubu. Na sam koniec odwiedzamy kaplicę, która jest ważna częścią całego stadionu. To tutaj wielu piłkarzy szuka rozmowy, czy chwili ciszy i skupienia przed meczem lub treningiem. A na koniec odwiedzamy klubowy sklepik. Każdy z Nas wychodzi z niego z jakąś pamiątką. Wsiadamy do autobusu i obieramy kierunek Weikendorf. Po przyjechaniu na miejsce szybko się przebieramy i biegiem na boisko. Ostatnie dotknięcie piłki, ostatni drybling, ostatni strzał. Było fajnie, ale wszystko co dobre szybko się kończy. A dzisiejszy dzień kończymy podsumowaniem obozu. Były okrzyki radości, były brawa, były buzie pełne uśmiechów. Gratulacje, prezenty oraz wyróżnienia. Obóz się skończył, ale nasza przygoda z piłką będzie trwać nadal!

Dzień ósmy

Dzisiejszy dzień z serii oszukać przeznaczenie.

Rano odwiedzamy kościół, potem szybkie śniadanie i… znowu pada. Zniechęcenie nas ogarnęło, ale no cóż. Na deszcz najlepsze gry i zabawy. No to zagraliśmy w Taboo. Śmiechu co nie miara przy tej zabawie. A później właśnie oszukaliśmy przeznaczenie. Postanawiamy się wybrać ponownie do Wiednia. I ponownie odwiedzamy Prater. To chyba Nasze ulubione miejsce w stolicy Austrii. Zaczynamy od atrakcji, których wczoraj nie zaliczyliśmy. Na pierwszy rzut idzie najwyższa huśtawka Prater Turm. Jejku jaki przepiękny widok się z niej rozpościera. Potem rzucamy się w wir kolejnych atrakcji. Były gokarty, gdzie urządziliśmy sobie wyścigi. Później poszliśmy na młota, który porządnie nas poobracał. Było meeega. A potem ruszamy na kolejną atrakcję. Siadamy na huśtawce która kręci się dookoła i ma 50 metrów. Ufff dawka adrenaliny gwarantowana. Dzisiaj ponownie zasiadamy w pontonach i dzida przed siebie. Kilku z Nas chciało się poczuć jak Supermen i udajemy się na kolejkę Volare. A wizytę na Praterze kończymy na wodnych kłodach i Rollercoaster. A dlaczego oszukaliśmy przeznaczenie, bo w tym samym czasie w Weikendorfie potężna burza z gradem. Ufff my to mamy szczęście. A potem ruszamy na zwiedzanie starówki. Jejku jak tu pięknie! Najpierw odwiedzamy Katedrę św. Szczepana, a później zanurzamy się w wir uliczek rynku. Super wrażenie! No i w sumie to by było na tyle. Pakujemy się do pociągu i wracamy do Weikendorfu. Wieczorem jeszcze kilku z nas rusza na boisko trochę sobie postrzelać i pograć, a część zostaje przy seansie filmowym. Tak beztrosko Nam mija niedziela. A już jutro kolejna niespodzianka. Wypatrujcie kolejnej relacji bo warto! Do jutra 😉

Dzień siódmy

Dzień dobry!

Dzisiaj pogoda zmieniła się diametralnie. Deszcz, deszcz, a nawet dużo deszczu i burze. Dlaczego nie mogło padać w nocy? 😥 No nic trudno. Przeczekaliśmy najgorszy moment i ruszamy. Pociągiem docieramy do stacji Wien Praterstern. A co będziemy tutaj robić? Ruszamy na podbój wesołego miasteczka 😀 Akurat trafiamy na okno pogodowe. No i zaczynamy zabawę. Najpierw rollercoaster, a później zjeżdżalnia wodna. Dobrze rozpoczęliśmy naszą zabawę. Kolejna atrakcja to Extasy. Ale nas wywirowało i powykręcało. Tylko dla osób o mocnych żołądkach. A później zjazd na pontonach. Ale to była frajda. Oprócz tego kilku z Nas wchodzi do domów strachu, których jest tutaj sporo. Buuu, ale było strasznie 👻 Po drodze zaliczamy jeszcze zjeżdżalnie „Supermena” i znowu zaczął padać deszcz 😪 A ostatnią z atrakcji był sklepik Jelly Belly – fasolki wszystkich smaków. Tutaj dopiero była zabawa. Później szybki transport do Wiednia Głównego, a stamtąd wracamy do Weikendorfu. Pałaszujemy szybko kolację i zaczynamy seans filmowy. I to na dzisiaj tyle. Zobaczymy co przyniesie jutrzejszy dzień. Papa

Dzień szósty

No i stało się. Ostatni dzień treningowy już za Nami 😥 Jak to mówią, „wszystko co dobre kiedyś się kończy”. Dzisiejsze treningi nie należały do łatwych. Bardzo dużo dzisiaj elementów koordynacyjnych. Nie jest to łatwy kawałek chleba o czym mogliśmy się przekonać na własnej skórze. Oprócz tego, dzisiaj również intensywnie postrzelaliśmy. Faktycznie trenerzy z Nas dzisiaj wyciskali siódme poty. Franz pokazał Nam, że nawet ostatniego dnia trzeba dawać z sobie wszystko. Dobra lekcja. Ale, ale nie zapominamy również o mini gierkach. To tutaj dzisiaj pokazaliśmy ile faktycznie się nauczyliśmy. Granie z pierwszej, dobry przegląd pola, gra po trójkącie. To dla Nas nie pierwszyzna! Podczas całego obozu, wszyscy ciężko pracowali. Jednak był z Nami Bartek, który na tle innych wykazał się niezwykłą zawziętością i podszedł bardzo profesjonalnie do wszystkich postawionych przed Nim zadań. W nagrodę pojechał na mecz Rapidu Wiedeń z Red Bull Salzburg. Co to były za emocje! Zobaczyć Allianz Stadion podczas meczu to dopiero przeżycie. Niestety wynik gorszy niż gra, ale porażki trzeba traktować jak źródło sukcesu. Tak samo jest z Nami. Mimo czasami gorszych chwil nie załamujemy się tylko bierzemy się do roboty i pracujemy nad sobą! A już jutro zasłużony odpoczynek. Czekajcie na kolejną relację. Będzie się działo.

Pozdróweczki

Dzień piąty

Dzieńdoberek

Kolejny dzień Naszego obozu, właśnie dobiega końca, ale po kolei co u Nas dzisiaj się działo. Standardowy poranny trening dzisiaj z dużą ilością zabaw z piłką. Trening ogólnorozwojowy z elementami futbolu amerykańskiego. Dużo walki dzisiaj, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Franz i Rainer cały czas starają się aby Nasze ćwiczenia były urozmaicone. No i jeszcze dzisiaj trochę postrzelaliśmy. Było tylko słychać jak piłka świszczy w powietrzu. To było coś na co się czeka. Temperatura bardzo wysoka, uffffff jak gorąco. Dobrze, że odpowiednio dbamy o swoje nawodnienie i ochronę przed słońcem. A po południu kolejny trening. Tym razem znowu go skracamy bo wszyscy z Nas chcą wrócić zdrowi z Austrii. Rainer przygotował dla nas kilka ćwiczeń na poprawę koncentracji. Trening bardzo ciekawy i do tego mocno pogłówkowaliśmy. A wieczorkiem turniej w siatkonogę. Ale było meeeega. Rywalizacja na najwyższym poziomie. Tyle pięknych zagrywek. Dzisiaj więcej odpoczywaliśmy bo i zmęczenie daje się we znaki. A jutro ostatni dzień treningowy. Szkoda, że wszystko co dobre szybko się kończy. Pozdróweczki

Dzień czwarty

Cześć i czołem,

Uff jak gorąco, uff jak gorąco. Kolejny dzień na boiskach w Austrii przyniósł jeszcze wyższą temperaturę. Dało się Nam to dzisiaj mocno we znaki. No ale cóż nie poddajemy się i wybiegamy rano na boisko. Kilka drobnych urazów, jednak nadal większośc z Nas trenuje na pełnych obrotach. Żar leje się z nieba, a treningi wcale nie są łatwiejsze. Rainer i Franz przekazują Nam całą swoją wiedzę, a my staramy się jak tylko możemy poprawiać Nasze umiejętności. Poranny trening był obfity w wiele ćwiczeń z piłką. Do tego doszedł jeszcze stretching no i szturm na bramkę. Ale dzisiaj Nasz bramkarz miał co robić. Co raz więcej zaczął wyciągać piłek z siatki, a to znaczy, że wszyscy osiągają lepszą formę. Po kolejnym pysznym obiadku zrobionym przez Naszego szefa kuchni Marcelka ❤, ponownie wracamy na boisko. Podejmujemy decyzję, że skracamy popołudniowy trening i wyruszamy na regenerację. Basen, basen!!! Tego Nam trzeba było w ten upalny dzień. Chwila ochłody i chwila zabawy, świetnie spędzony czas. A później niespodzianka. Wiecie kto Nas odwiedził? Kapitan Rapidu Wiedeń Stefan Schwab ❤ Geniusz, architekt, lider. Popularny “Schwabi” zrobił na Nas ogromne wrażenie. Pokazał Nam jaki powinien być przywódzca drużyny. Z charakterem, nieustępliwy, ale mający balans. Taki właśnie jest Stef i za to jest ceniony. Po spotkaniu kolacja i ruszamy na kolejną zabawę. A co to było? Baloniada!!! Ileż emocji, lania wody i mokrych koszulek. Dużo śmiechu i dobrze spędzony czas. Ale czas już na Nas. Jutro też jestem i musimy go wykorzystać jak najlepiej. Pora na dobranoc 🙂

Dzień trzeci

Guten Abend!!!

No i stało się. Kolejny dzień za Nami! A dzisiejszy dzień był dla nas dosyć męczący bo słońce dzisiaj w pełnej okazałości. Ale nie ma co narzekać na pogodę tylko zabieramy się do ciężkiej pracy. Po śniadaniu ruszamy na boisko, gdzie czeka nas kolejna dawka ćwiczeń. Zapału i energii Nam nie brakuje. Chociaż poziom ćwiczeń wzrasta to i Nasze umiejętności nie pozostają w tyle. Franz i Rainer po raz kolejny przekazują Nam bardzo cenne uwagi, które z pewnością zaprocentują. Po pysznym obiedzie i po sieście wracamy ponownie do „światku futbolu”. No i tym razem trening oparty o drabinkę koordynacyjną. Nie tylko nowym sprawił trudności, ale również i starzy wyjadacze mieli kilka problemów. A potem mini turniej. Małe gierki które były bardzo ciekawym elementem kończącym trening popołudniowy. Później szybki prysznic i regeneracja. A jeżeli już o regeneracji mowa, no to odwiedził Nas dzisiaj gość specjalny. Wojciech Burzec – fizjoterapeuta w drużynie Rapid Wiedeń. Do zadań Wojtka należy odpowiednie przygotowanie zawodników do meczów, czy treningów. Kilku z Nas ma kontuzje już za sobą, lecz nie były one takie poważne abyśmy zrezygnowali z Naszych marzeń. Wojtek przyniósł Nam świetne prezenty. Dostaliśmy od niego bidony z zeszłego sezonu UEFA Europe League. Wow!!! Ale super niespodzianka. To było dopiero coś. Podziękowaliśmy za spotkanie, które pozwoliło Nam spojrzeć z innej perspektywy na piłkę nożną. A wieczorkiem, odpoczęliśmy fizycznie i trochę pogłówkowaliśmy. Gra w „Państwa Miasta” poruszyła nasze głowy, a przy tym mieliśmy spory ubaw. Dobrze zakończony dzień. Do zobaczenia jutro 😉

 

Dzień drugi

Siemanko sportowe wariaty!

No i się zaczęło. Od samego rana po śniadaniu zwarci i gotowi ruszamy aby zmierzyć się z myślą austriackiej piłki nożnej. Słoneczko pięknie się do Nas dzisiaj uśmiechało, więc nie mogliśmy narzekać na pogodę. Poranny trening jak i po południu prowadził ten sam duet trenerski: Rainer Setik i Franz Webber. Rainer to wieloletni dyrektor sportowy akademii Rapidu Wiedeń. Wychował wiele pokoleń piłkarskich, a teraz stara się poprawić i Nasze umiejętności. No i był jeszcze Franz Webber, czyli legenda klubu Rapid Wiedeń. Franz podczas swojej kariery grał na pozycji środkowego pomocnika. A co dzisiaj na treningach? Bardzo dużo ćwiczeń i zabaw z piłką, trochę postrzelaliśmy no i trochę sobie pograliśmy. Nareszcie, tego Nam właśnie było trzeba! A wieczorem po kolacji kolejna niespodzianka. Jeszcze nie ochłonęliśmy po wczorajszym spotkaniu z Dejanem, a dzisiaj mieliśmy kolejnego wyjątkowego gościa. Odwiedził Nas Manuel Martic! Opowiedział Nam o swojej drodze do pierwszej drużyny Rapidu Wiedeń, która wcale nie była łatwa. Nauka płynącą z dnia dzisiejszego: „Walcz o swoje marzenia”. My na pewno będziemy walczyć, bo każdy chce z Nas zostać piłkarzem! A dzisiaj wieczorem ostatnie już zadanie. Kółko i krzyżyk na świeżym powietrzu. Ale było fajnie. Zmęczeni ale szczęśliwi udajemy się na odpoczynek, bo przecież jutro kolejny dzień pełen wrażeń!

 

Dzień pierwszy

Cześć sportowi zapaleńcy!!!

To już dziś, właśnie dzisiaj pędzimy do Was z informacjami co ciekawego u Nas w Austrii! Wczoraj dotarliśmy późnym wieczorem do miejscowości Weikendorf. Szybka kolacja i w sumie to by było na tyle z dnia wczorajszego, bo zmęczeni podróżą poszliśmy zanurzyć się w objęciach Morfeusza. Pobudka o godzinie 8, później śniadanie i msza w parafii. Zostaliśmy bardzo ciepło przyjęci, a wszyscy są tutaj dla Nas życzliwi. W dniu dzisiejszym kilka chmurek na niebie, ale to nas nie odstrasza i pędzimy Naszym SpynaczBusem do pobliskiej miejscowości na basenik. A co tutaj się działo, ohohohoho. Salta, bączki, bomby piruety. Normalnie zawrót głowy! Wracamy z basenu, a na talerzach czekał na Nas piękny “Wiener Schnitzel”. Pałaszujemy wszystko, bo oczywiście grzechem byłoby nie jeść. Później chwila relaksu i to na co wszyscy czekaliśmy. Piłka, piłeczka, piłunia ❤ Szybka rozgrzewka motoryczna, chwila stretchingu i zaczynamy. Pojedynki w klasycznych piątkach, bez udziału bramkarzy. Ale była frajda, a przecież to dopiero początek. No i przyszedł czas na punkt kulminacyjny dzisiejszego dnia. Wieczorem spotykamy się w pięknym nastrojowym pokoju i już na dobre rozpoczynamy Nasz obóz piłkarski. Hymn Ligi Mistrzów, wszędzie zielone barwy – symbol Rapidu Wiedeń, czy czerwone komplety strojów które otrzymaliśmy. No jest pięknie, ale to jeszcze nie wszystko. Bo wiecie kto Nas odwiedził? No kto, no Dejan Ljubicic, zawodnik pierwszej drużyny Rapidu Wiedeń. Była krótka rozmowa, były autografy no i były zdjęcia. Duuuuużo zdjęć. Dzisiejszy dzień był super, a przecież jeszcze tyle przed Nami!