USA Kalifornia 2k19

DRODZY RODZICE,
Nasz internet w USA dalej nie jest demonem prędkości i blogi/filmiki nie zawsze będą pojawiać się regularnie. Staramy się na maxa żebyście mogli poczytać i zobaczyć co tam się u nas dzieje.

Aktualnie (Nd. 19:43) nadajemy do Was z naszego busa. Wracamy sobie na spokojnie z San Francisco, zahaczyliśmy jeszcze o Park Narodowy Yosemite – Widoczki przednie, foteczki wyszły wyśmienite. Byliśmy dziś też w railtown, zostaliśmy tam mega przywitani. O wszystkim napiszemy w jutrzejszym blogu! Mamy tak napięty plan, że na razie nie było nawet czasu na montaż kolejnych filmików. Na kanał yt NotaBene wpadł filmik z Grand Canyonu, a niedługo wpadnie z Las Vegas. SEE U. #SPYNACZTEAM

Dzień ósmy

Siemano, dziś znowu pobudka z rana – Lecimy na wycieczkę do San Francisco. Jedzie się tam 6 godzin, ale damy radę. Po tylu przejechanych milach przywykliśmy już do odległości – To USA, tu wszystko jest duże 😀 Dojechaliśmy! Klimat inny niż u nas w Escondido, musieliśmy zarzucić bluzy bo pod mostem trochę targało. Porobliśmy foteczki, przejechaliśmy się mostem i pojechaliśmy obczaić ALCATRAZ z punktu widokowego. Jak oni ogarnęli tą ucieczkę?! Masakra…Po kolejnej sesji zdjęciowej kierunek – Lombard street. Ulica tak stroma, że musieli zrobić ją mega zakręconą. Dziś zostało jeszcze wieczorne zwiedzanie uliczki w San Francisco i uciekamy spać do hotelu. SEE YOU TOMORROW!


Dzień siódmy

Hejo, plany na dziś? Wodny świat zwierząt. Jedziemy obczaić skaczące delfiny, orki i inne pływające stworzonka. Cały park jest ogromny, można tutaj spotkać pingwiny, foki i dużo się o nich dowiedzieć, ale jest też część rozrywkowa, której oczywiście nie mogliśmy sobie odpuścić. Rollercoastery trochę nami potargały, ale było mega! Pokazy delfinów i orek zrobiły na nas ogromne wrażenie, ale też zwierzaki dały nam trochę ochłody bo usiedliśmy na mokrej strefie…Po pokazie orek nikt nie wyszedł suchy. Jak zarzuciła swoim ogonem to nie było opcji! Wszyscy zmokliśmy 😀

Dzień szósty

Siemano, dziś dzień czillu…Pewnie zastanawiacie się o co chodzi? A chodzi o to, że jutro ciśniemy na wycieczkę do San Francisco i musimy się dobrze przed nią wyspać. Czeka nas 6h podróży, a wstajemy o 3:30. Będzie mega git, jaramy się widoczkami jakie tam na nas czekają. Na basenie rozgrywała się bitwa na kurczaki – Kto spadnie ten przegrywa. Samo wejście na te kurczaki to wyzwanie, a co dopiero się na nich utrzymać 😀 😀 😀 Daliśmy radę! Kurczakowego mistrza nie udało się jednak wyłonić, ponieważ jedno skrzydło nie wytrzymało i kurczak nie może załapać równowagi. Spróbujemy ogarnąć nowe i damy znać, kto został kurczakowym mistrzem – Do usłyszenia 😀

Dzień piąty

Siemano! To był szalony dzień – pobudka o 5 rano, szybkie płatki, ogarnięcie się i ciśniemy na Grand Canyon. Przed nami 9 godzin podróży…Wiecie jak to tutaj jest – Wszystko jest duże, odległości są duże, postoje są duże no i korki też 😀 Jak oni mogą być do tego przyzwyczajeni?! Dojechaliśmy! Widoki mega git, porobiliśmy masę foteczek…Kanion jest ogromny, robi wrażenie. A teraz? Teraz ciśniemy na Las Vegas. Nasz bajkowy hotel już na nas czeka. Zrobiliśmy szybki check-in, zostawiliśmy bagaże w pokojach i ciśniemy na miacho! W mieście grzechu i rozpusty nie ma spania…To miasto cały czas żyje, ludzie na ulicy śmieją się, śpiewają i balują na maxa. W Las Vegas w jednym miejscu można zwiedzić kilka miast na raz – Nowy Jork, Rzym…Wenecje i Egipt 😀 Oświetlenie tych hoteli wygląda fenomenalnie! Więcej rzeczy się tu świeci i mieni niż nie, nawet ludzie…Do hotelu wróciliśmy ok. 4:00. Zdjęć tyle, że miejsca brakuje, ale było superancko! Więcej nie możemy powiedzieć, wiecie jak to mówią – co było w Vegas, zostaje w Vegas 😀

PS. Kochani! Zdjęcia są pomieszane, bo cykaliśmy foteczki na dwa aparaty, mamy nadzieję że nie będziecie źli – chcemy schwytać obozowiczów ze wszystkich możliwych profili, dlatego robimy fotki na dwa aparaty 😀 

 

Dzień czwarty 

Dziś dzień czillu, odpoczywamy przed podróżą do Las Vegas i Grand Kanionu. Pojechaliśmy na ocean poleżeć i się poopalać – Fale były wielkie, ale zajawa max bo nasza Pani Ania kupiła nam boogie boardy i możemy na nich łapać fale 😀 Wróciliśmy i poleżeliśmy trochę w basenie, pograliśmy klasycznie w planszówki. Dziś szybciej mamy spanko, bo o 6 rano wyjazd. Do jutra! 😀

 

Kolejny filmik, zapraszamy 😀

Dzień trzeci

Yo! Dzisiejszy dzień na totalnym czillu – opalanko, bilardzik i basen! Tak się właśnie u nas żyje, amerykański sen pełną parą! Po raz pierwszy pojechaliśmy poleżeć nad oceanem. Fest słona woda, słoneczny patrol ma nas ciągle na oku 😀 Mieliśmy też okazję zobaczyć dom, w którym mieszkała zeszłoroczna ekipa – Pospacerowaliśmy też po przyoceanicznej dzielni. Dzień pod znakiem totalnego czillu zakończyliśmy na basenie i klasycznie przy planszówkach.

Dzień drugi

HELLO MY FRIENDS! Dziś dzień mega aktywny…Musieliśmy wstać mega wcześnie bo korki są tutaj takie, że żeby gdzieś dojechać to z dwugodzinnym wyprzedzeniem 😀 Pierwszy przystanek na dziś – wielki biały napis hollywood. Wyprawa wymagająca, wdrapać się na tą górę trochę nam zajęło, ale było warto. Widoki mega, foteczki porobione, a nawet ujęcie z drona się udało 😉 Spaliliśmy tyle kalorii, że dobry burger się nam należał i tak też właśnie było. Pocisnęliśmy do In-N-Out i na obiad zjedliśmy fest dobrego burgerka z fryteczkami i dolewką coli – amerykańskie jedzonko w 100%. Następnym naszym przystankiem było Beverly Hills. Poobczajaliśmy tą zamożną dzielnicę, porobiliśmy kolejną masę fotek i wróciliśmy do domku.

Wrzucamy filmik z naszych pierwszych dni w USA, zapraszamy:

Dzień pierwszy

SIEMANO!
Lot zleciał szybko i przyjemnie, stewardessy zapodały nam dobrą szamkę i po 10 godzinnej podróży zalecieliśmy do LAX – piątego największego portu lotniczego świata. Na podwieczorek podjechaliśmy do Dominos’a na pizzcunie i najedzeni dotarliśmy do naszej bazy noclegowej 😀 Ogarnęliśmy pokoje, siebie i poszliśmy w kimono. Rano (o godzinie 6:00 naszego czasu) jetlag dał o sobie znać i część osób się obudziła – nasze głowy dalej myślą, że jesteśmy na Polskiej strefie czasowej. Wszamaliśmy śniadanko i poszliśmy czillować nad basenem. Popykaliśmy w planszówki, popływaliśmy w basenie…Zajawa max bo obok nas mamy palemki, w takim klimacie całkiem inaczej się funkcjonuje 😀 Po zebraniu na szczycie, które zwołał Kiero obozu zjedliśmy spaghetti i kontynowaliśmy opalanie. Wieczorem wszamaliśmy bajgle z dżemorem, kanapeczki – do wyboru do koloru. Zarzuciliśmy piżamy i poszliśmy spać – Jutro o 5 rano pobudka i jedziemy do LA! DO USŁYSZENIA 😀